SPEKTAKL: 6/10
REŻYSERIA: 6/10
SCENOGRAFIA: -
Komu polecam?
Małżeństwom przed i po przejściach. Dla miłośników warsztatu aktorskiego Doroty Kolak i takich, którzy chcą się pośmiać z tematów tabu oraz samych siebie

Przypadkowo zupełnie pojawiłam się po raz drugi na "seksie dla opornych" w teatrze Wybrzeże. Teatr przeze mnie rzadko odwiedzany. Przede wszystkim nie podoba mi sie tam nagłośnienie, a właściwie jego brak. Wiecznie mam problem ze zrozumieniem kwestii. Ponadto jednak trafiam na spektakle które mnie nie porywają- wręcz przeciwnie, przez ich większość zastanawiam się, jak bardzo będzie to niegrzeczne, gdy wyjdę.
Tak
rzeczywiście było. Właściwie można powiedzieć, że widziałam go po rz
pierwszy. Spektakl, jak ich większość składa się z dwóch aktów. W
pierwszym możemy zapoznać się z problemem małżeńskim, w którym pozornie
brakuje tylko miłości fizycznej. Z każdą minutą widać, że para nie
dogaduje się w wielu płaszczyznach- i gdy dla Niej jest coś bardzo
istotne, to On uznaje to za pierdołę nie wartą niczego. I tak sobie
opowiadają co ona lubi, a co mu przeszkadza. Jest to przekazane w bardzo
zabawny sposób, jednak pod koniec pierwszego aktu widać, że obojga
partnerów ponosi i grożą sobie rozwodem. Tu następuje przerwa. w
momencie, gdy właściwie znajdujemy się z nimi w mieszkaniu, i jako
początkowo proszony gość, czujemy się jednak nieswojo, jak w domu, gdzie
nagle wybucha kłótnia i chętnie byśmy wyszli. No i reżyserka (K.Janda)
pozwoliła nam z tego domu wyjść.
Idziemy więc do
znajomych, do baru, popatrzeć jak na Targu Węglowym chadzają sobie
ludzie. Właściwie zapominamy, że był taki spektakl- mimo, że wcześniej
bawiliśmy się przednio. Ale o spektaklu przypomina nam dzwonek- więc
posłusznie wracamy na salę.
Małżonkowie kontynuują temat
rozwodu. Właściwie on pakuje walizki, ona ucieka przed kłopotem do
łazienki, podając jemu jedynie szczoteczkę. On jeszcze chętniej się
ubiera i podąża w kierunku drzwi. Nie udało im się dojść do
porozumienia. Nie zrozumieli czego pragnie ta druga osoba i dlaczego jej
to tak bardzo przeszkadza. Ba! Nawet nie chcieli się tym zajmować. On
wolał obejrzeć wiadomości i sobie potańczyć, ku uciesze widowni. Ona w
końcu pod niego też się podpasowała, przebierając się dziwacznie w
lateksowy kostium. I się dogadali. Na chwilę. Pewnie bardzo krótką. A
ludzie w koło klaskali, udowadniając, jak bardzo nie zrozumieli nic z
tego spektaklu.
Od strony aktorskiej prym wiodła
Dorota Kolak. Była przede wszystkim naturalna. Dobrze rozumiała swoją
rolę. Nawet gdy nie była na pierwszym planie, bo monolog miał sceniczny
partner Mirosław Baka, cały czas grała.
Baka niestety gdy miał kwestię lub gest zpaisany w scenariuszu robił to wzorcowo. Jednak podczas
dłuższych wypowiedzi Kolak po prostu siedział( lub stał) i czekał aż ta
skończy kwestię- kiedy On z powrotem będzie mógł powiedzieć swoje
linijki tekstu. Nie do końca chyba o to chodzi w ogólnie pojętym
aktorstwie...
Spektakl jest dobry! Nawet bardzo! Ale czy taki wesoły? pierwszy akt zdecydowanie, ale przy drugim... Wypadałoby czasem przemyśleć, z czego się śmiejemy. Spektakl nie ma wesołego zakończenia, nie daje nadziei na zmianę. Lubię takie spektakle. Nie lubię ludzi, którzy ich nie rozumieją i wszystko odbierają, jako jedną wielką farsę.
opis spektaklu na stronie teatru
zdjęcia pochodzą ze strony teatru
zdjęcia pochodzą ze strony teatru

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz