SPEKTAKL: 8/10
REŻYSERIA: 8/10
SCENOGRAFIA: 8/10
Komu polecam?
Wypoczętym. Tyle się dzieje, że trzeba nie lada skupienia, żeby się połapać. Wybierz się w doborowym towarzystwie, a po spektaklu wybierzcie się na kolację przypominając sobie najśmieszniejsze gagi.Kolejna premiera spektaklu, który nie wiedzieć czemu pojawił się w repertuarze teatru muzycznego. Wcześniej takim tytułem było "39 stopni"- farsa słaba, nie mniej jednak bardziej skupiłabym się tu na gatunku , a nie na tym, czy się podobało, czy nie. Dlaczego teatr MUZYCZNY podejmuje się wystawiania spektakli dramatycznych? Jako widz przeciętny, który nie wchodzi w szczególy spektaklu, mogłabym czuć się wręcz rozczarowana, że nie jest to musical, lub chociaż spektakl muzyczny czy wodewil. Wracając do sztuki bieżącej...
Okno
jest kolejnym przedstawieniem Ray'a Cooney'a, w przekładzie Elżbiety
Woźniak. Duet można powiedzieć, że sprawdzony. Pani Elżbieta nie raz już
podejmowała się tłumaczeń tego reżysera z dużą skutecznością. Niestety
jeśli chodzi o samą fabułę spektaklu- mnie lekko
rozczarowała. I nie chodzi tu o to, że było nie śmieszne. Było, sama
się nawet parę razy głośno zaśmiałam, pomimo, że większość uśmieszków
początkowo udawało mi się skutecznie stłumić w sobie. Treść spektaklu,
można powiedzieć jak na autora- banalna, nie przewidywalna. Czasem
zazdroszczę ludziom, że nie mają styczności ze zbyt wielką ilością spektakli, bo mogą spojrzeć na ten zupełnie inaczej.
Akcja
tradycyjnie zaczyna się na spokojnie. Widzimy Rafała Ostrowskiego wraz z
A.M. Urbanowską. Właściwie tu już też nic nie zaskakuje (no.. może poza
tym, ze aktorka schudła i się ładnie prezentowała na widowni): Ostrowski wyglądał jak ulizany pedofil i ciągle w głowie miałam "Ilse..czas na
bajeczkę.." <Przebudzenie wiosny- piosenka, w której ojciec gwałci
swoje córki>. On się wręcz ślinił na widok panienki. Fuj.
Urbanowskiej nigdy nie lubiłam, i chyba jak w przypadku Karoliny T. nie
prędko to nastąpi. Była poprawna, o ile wypada mi to napisać- ładna, ale
irytująca. W krótkim czasie poznajemy właściciela hotelu (T. Fogiel),
kelnera (M.Richter), dowiadujemy się, że Oset nie jest byle jakim posłem
tylko najważniejszym premierem a sekretarka z którą wybrał się na noc
do tego hotelu- jest sekretarką z innej partii. Chcąc skonsumować tę
niepochlebną znajomość Ona podchodząc do okna odkrywa- trupa. Trup nie
byle jaki, bo zaglądający przez okno do pokoju- w tej roli sprawdził się
świetnie Aleksy Perski, który nie raz musiał się przewrócić, bądź
przeturlać po niezbyt miękkim podłożu. Nie chcąc rozgłosu Bóg chowa
trupa do szafy, wzywa swoją prawą rękę na pomoc w ratowaniu tej
sytuacji.Dalej akcja toczy się bardzo szybko- nie sposób to wszystko
wymienić. Jednak z ciekawostek i innych takich spostrzeżeń:
-R. Ostrowski chodził w szlafroku ze spektaklu
"My Fair Lady". Szlafrok był własnością prof. Higginsa, którego
odgrywał M. Richter często stojący tuż obok niego w stroju (niegdyś
swojego)kelnera.
- już nie pamiętam kto jechał do tej ciotki- ale jechał do ciotki mieszkającej w Felixtowe- Ciotka istniejąca w spektaklu Mayday 2 tego samego reżysera
- K.Kurdej pojawia się na scenie jako siostra
-A.
Perski grał trupa. Gdy został chowany do szafy był niby "wieszany" na
haczyku na ubrania. Oset go podnosił i wieszał o kark płaszcza,
równocześnie gdy trup delikatnie unosząc się na palcach pomagał mu to
czynić i ostatecznie wisiał powierając swoje stopy o deseczkę na
drzwiach zamontowaną. Nic dziwnego- tu jest teatr, nikt się nie
spodziewa, że facet o męskiej wadze będzie wisiał na kawałku materiału i
dyndał. Nikt prócz pani siedzącej obok mnie. Ona była zachwycona tym,
że Oset go uniósł i powiesił. Zachwycona? Mało powiedziane. Zakładając
sytuację, że na scenę wróciłoby Francesco lub Fame, a byłabym w miejscu,
gdzie należałoby zachować ciszę i spokój, myślę, że nasze radości były
by w tym samym stopniu w skali zachwytu.
- noooo i
oczywiście wszystkowiedząca publiczność. Wiem, jestem wredna, ale wkurza
mnie człowiek siedzący na widowni przewidujący przyszłość. Umówmy się,
nie była to komedia, w której wszystko zaskakiwało. Były sceny/dialogi,
które po prostu były do przewidzenia. I w tym momencie pan Zenon z 2
rzędu teatralnym szeptem zdradzał swoim znajomym co aktor stojący na
scenie zaraz powie. Trafiał lub nie- bo jak mówiłam, część było ciężko
przewidzieć. Ale myślę, że gdzieś po świecie chodzi jeszcze jeden
Bóg, o którym nie wiemy. Oczywiście takich proroków było paru, więc
momentami można było usłyszeć parę wersji wydarzeń.
Spektakl
w mojej opinii ma bardzo dobre tempo, czasem nawet za szybkie- ciężko
sobie zakodować jakąś informację kto jest kim i co właściwie robi, bo
zmienia się to po raz kolejny. Mimo wszystko zostaje czytelny i przede
wszystkim zabawny. Jest umieszczony w schemacie typowych komedii dla
tego reżysera, ale to też chyba normalne, że oni lecą pewnymi
schematami. Publiczność świetnie się bawiła, ja nie uważam, żeby wieczór
był zmarnowany.
Po pierwszym akcie nie byłam zbyt
zadowolona. Właściwie, gdy usłyszałam, że komuś się podoba tempo
akcji oraz fabuła, myślałam, że się nabija. Drugi akt na szczęście
nadrobił na tyle, że spektakl mogę nazwać zdecydowanie udanym. Jednak nie wybiorę się na niego po raz drugi- jednak komedie dwukrotnie nie bawią.
Oczywiście nie zawiódł również pan Rudziński, który tradycyjnie wyraził swoje odwrotne zdanie na temat spektaklu.
Ja nie wiem jak on to robi? Zbiera opinie i pisze wszystko przeciwnie?
Może posiadł moje zdolności w rozwiązywania testów tak, by żadna z
odpowiedzi nie była prawidłowa i wzbudzić wszelki zachwyt? Zagadka wciąż
nie rozwiązana.Opis przedstawienia na stronie teatru
Zdjęcia pochodzą ze strony teatru.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz